Ładowanie...

WITAJ!





Młody i Reformowany

Ewangelia, apologetyka i kalwinizm

4 podstawowe fakty dotyczące ewangelii Mateusza, Marka, Łukasza i Jana

Ostatnimi czasy dość często słyszy się dyskusje na temat różnorakich ewangelii, które nie trafiły do kanonu Nowego Testamentu. Wskazuje się między innymi na Ewangelię Tomasza, Maryi czy wiele innych tego typu dzieł, które powinny znaleźć się na kartach naszego NT a które to Kościół albo jakaś inna organizacja w późniejszych wiekach wczesnego chrześcijaństwa zatuszowała po nich ślady i spośród wszystkich tych ewangelii wybrała te cztery, które pasowały jej ideologii. I gdyby to inni wygrali te teologiczne wojny, to prawdopodobnie nie czytalibyśmy dzisiaj Marka, Mateusza, Łukasza i Jana, lecz ewangelię Tomasza, Marii, Prawdy itd.

Dodatkowo ci sami ludzie, idą krok dalej i niejednokrotnie wskazują, że owe zaginione lub odrzucone ewangelie dają nam dużo lepszy, prawdziwszy obraz tego, kim tak naprawdę Jezus Chrystusa jest. Są nawet tacy, którzy wydali swoją własną wersję kanonicznych ewangelii, dodając do znanych nam czterech, piątą – Ewangelię Tomasza i używając różnych kolorów czcionki, wskazali na to jakie fragmenty posiadały bardziej lub mniej prawdopodobny związek z historycznym Jezusem. Chodzi tutaj o dość kontrowersyjną grupę jaką jest Jesus Seminar.

Dlatego też zadajmy sobie to pytanie, dlaczego akurat te 4 a nie inne? Czym wyróżniają się one spośród dziesiątek innych ewangelii, o których istnieniu wiemy? Dlaczego akurat te 4 trafiły do naszego kanonu Nowego Testamentu?

W odpowiedzi na te pytania, pragnę wskazać na kilka faktów dotyczących kanonicznych ewangelii, które wskazują na nich całkowitą unikatowość w stosunku do wszystkich pozostałych dzieł apokryficznych:

#1 Kanoniczne ewangelie są najstarszymi ewangeliami jakie posiadamy.

Niesamowicie prosty, nieskomplikowany, ale za to jak fundamentalnie odróżniający je od wszystkich innych ewangelii, fakt. Ewangelie Mateusza, Marka, Łukasza i Jana to jedyne ewangelie, które są w stanie zabrać nas z powrotem do pierwszego wieku – jedyne ewangelie, które zostały napisane w I wieku i które datuje sią na I wiek. Nawet najbardziej liberalni i materialistyczni uczeni, którzy ze względu na swoje naturalistyczne presupozycje względem takich rzeczy jak przepowiedzenie zniszczenia Jerozolimy (które miało miejsce w 70 n.e.) przez Jezusa, umiejscawiają daty powstania kanonicznych ewangelii gdzieś po tym wydarzeniu, wciąż nie mogą zaprzeczyć faktowi, że pochodzą one z I wieku i żadne inne ewangelie nie są w stanie się równać z nimi.

Żadna inna istniejąca ewangelia, czy to Tomasza, czy to Judasza, nie pochodzi z I wieku. Wszystkie one są późniejszymi tworami, pochodzącymi najwcześniej z II wieku (większość powstała znacznie później). Jest to naprawdę niesamowity fakt, ponieważ w świecie, gdzie uczeni są bardzo, ale to bardzo rzadko w stanie dojść do konsensusu w sprawie czegokolwiek, szczególnie odnośnie spraw biblijnych, praktycznie jednomyślnie zgadzają się, że żadna inna ewangelia nie pochodzi z I wieku i tylko Mateusz, Marek, Łukasz i Jana powstały w tamtym czasie.

Kanoniczne ewangelie są w stanie zabrać nas dalej, głębiej i bliżej wydarzeń dotyczących Jezusa.

Co by było, gdyby nasze najwcześniejsze ewangelie pochodziły, no powiedzmy… z IV wieku? Czy ktokolwiek mógłby wtedy pamiętać cokolwiek z czasów Jezusa? Czy historie te mogłyby zostać pozmienianie przez tak długi czas? Czy moglibyśmy być w ogóle przekonani o wiarygodności ich przekazu? No nie za bardzo…

Dlatego tak bardzo ważne jest, by posiadać jak najwcześniejsze dokumenty i tak się właśnie składa, że nasze kanoniczne ewangelie takimi są. Oznacza to, że gdy zostały one opublikowane, ludzie, którzy byli naocznymi świadkami tych wydarzeń, wciąż żyli i mogli stanowczo zareagować, jeśliby informacje przekazane przez autorów ewangelii były nieprawdziwe. Na tym właśnie polega różnica pomiędzy naszymi najwcześniejszymi i zarazem kanonicznymi ewangeliami, które mogły zostać poddane krytyce ze strony naocznych świadków a dużo późniejszymi ewangeliami, których nie sposób było skonfrontować z relacjami świadków.

#2 Jedynie kanoniczne ewangelie posiadają wiarygodny związek z apostołami.

Drugim bardzo istotnym czynnikiem oprócz wczesnej daty powstania, jest to kim byli autorzy tych ewangelii. Gdybyście chcieli posiadać dokumenty dotyczące życia Jezusa, to nie tylko zależałoby wam na jak najwcześniejszych materiałach, ale także na tym, żeby pochodziły one od kogoś kto był świadkiem tych rzeczy - od kogoś kto widział, słyszał i był razem z Nim. Zależałoby wam na tym, by dany dokument został napisany przez kogoś kto był bardzo blisko Jezusa. Kto taki przychodzi na myśl? Oczywiście – chodzi o apostołów, którzy podążali za Nim, słuchali Jego nauk, spędzali z Nim czas. To im Jezus przekazywał swoje nauki, wyjaśniał przypowieści – to oni mieli dostęp do informacji, których nikt inny nie posiadał.

„I wstąpił na górę, i wezwał tych, których sam chciał, a oni przyszli do niego. I powołał ich Dwunastu, żeby z nim byli i żeby ich wysłać na zwiastowanie ewangelii, i żeby mieli moc wypędzać demony.”

Ewangelia Marka 3:13-15

Także, jeśli ktokolwiek miałby wiedzieć, kim tak naprawdę jest Jezus Chrystus i w jakim celu przyszedł na świat, byliby to apostołowie. I jedynymi ewangeliami, które posiadają wiarygodny związek z nimi i osobami, które zostały przez nich poinstruowane, są kanoniczne ewangelie Mateusza, Marka, Łukasza i Jana.

Weźmy na przykład Jana z Ewangelii według Jana. Skąd wiemy, że apostoł Jan napisał tę ewangelię, którą znajdziemy zaraz po Łukaszu, a tuż przez Dziejami w naszych Nowych Testamentach? Skąd ta pewność, że to ta sama osoba, która podczas Ostatniej Wieczerzy spoczywała na piersi Jezusa? Skąd wiemy, że nie jest to fałszerstwo lub dokument napisany przez kogoś, kto pisał pod pseudonimem?

Jest wiele sposobów, żeby przekonać się, że tak było i jednym z nich jest świadectwo Ojców Kościoła, którzy jednomyślnie poświadczają, że to apostoł Jan jest autorem Ewangelii Jana. Wśród nich mamy Ireneusza, który był uczniem Polikarpa, który z kolei był uczniem samego Jana.

Co wtedy z apokryficznymi ewangeliami? No cóż… Zauważyliśmy przedtem, że zostały one skomponowane nie wcześniej niż w II wieku po Chrystusie (i w większości przypadków dużo później), tak więc nie mogły one zostać spisane przez naocznych świadków lub kogoś kto miał do takowych osób dostęp.

Ktoś mógłby zapytać, dlaczego apokryfy noszą imiona apostołów, skoro nie zostały one przez nich napisane, jak na przykład Ewangelia Tomasza czy Piotra?

Wyobraź sobie, kogoś żyjącego w II lub III wieku po Chrystusie, kto chciał napisać swoją własną ewangelię - jak miałby ją nazwać? Ewangelia według Jana Kowalskiego nie uzyskałaby żadnego rozgłosu. Nikt nie byłby nią zainteresowany, ale jeśli ten ktoś przypisałby jej, na przykład imię apostoła Piotra, nagle ludzie zaczęliby słuchać. I to samo tyczy się ewangelii apokryficznych, których autorzy podawali się za apostołów by zyskać większą popularność.  

Co ciekawe, jesteśmy nawet w posiadaniu Ewangelii według Dwunastu, wspomnianej przez Orygenesa w Homilii do Łukasza[1], której autor próbuje wmówić nam, że jego ewangelia została napisana przez wszystkich dwunastu apostołów!!! To dopiero zwróciłoby uwagę ^^

Tak więc, będąc w posiadaniu ewangelii Mateusza, Marka, Łukasza i Jana, które dają nam dostęp do zeznań najbliższych uczniów Jezusa, posiadamy autorytatywne świadectwo naocznych świadków, gdyż nie byli to zwykli kumple Jezusa, ale zostali oni powołani i wysłani przez Niego by głosić Dobrą Nowinę.

#3 W kanonicznych ewangeliach brak tzw. „legendarnych ozdobników”[2], charakterystycznych dla późniejszych ewangelii.

Problem polega na tym, że mało kto czytał apokryficzne ewangelie i nie chodzi o to, żebym jakoś specjalnie polecał ich lekturę, ale zestawiając je wraz z kanonicznymi ewangeliami i porównując ich style, wyraźni widać różnicę. Są to całkowicie odmienne, pod względem jakościowym, rodzaje pism.

Jedną z rzeczy, którą bardzo łatwo jest zauważyć, porównując je, jest to jak bardzo umiarkowane / powściągliwe kanoniczne ewangelie są - niczym raporty prasowe wydarzeń mających miejsce w I wieku. Apokryfy, z drugiej strony, to zupełnie inna bajka. Wypełnione są wszelkiego rodzaju oczywistymi ubarwieniami, które mają za zadanie bardziej zainteresować czytelnika i niekiedy okazują się dość dziwaczne i absurdalne.

Scena zmartwychwstania Jezusa.

W naszych najwcześniejszych i zarazem kanonicznych ewangeliach, czytając fragmenty dotyczące zmartwychwstania, zawsze trafiamy na wydarzenia mające miejsce już po tym fakcie. Kobiety zbliżają się do grobu, kamień jest odsunięty a ciała Jezusa nie ma. Czytelnik dostaje tylko informacje, na temat tego co zdarzyło się po samym Zmartwychwstaniu.

I w sumie jest to dość zadziwiające, bo jeśli autorzy kanonicznych ewangelii wymyślili sobie swoje historie, w których zmartwychwstanie miało być centralnym elementem całej historii, dlaczego nie umieścili oni opisu jak to wszystko wyglądało? Jeśli rzeczywiście tak było, dlaczego nie wykreowali oni świadka, który by widział Jezusa odwalającego kamień i wychodzącego z grobu? Nie byłaby to lepsza historyjka niż wystraszone kobiety? Ta niezwykła powściągliwość raportu zdarzeń obecna jest we wszystkich 4 ewangeliach.

To samo tyczy się dzieciństwa Jezusa.

Bardzo mało informacji zostało nam dane dotyczące Jego dzieciństwa i lat młodości. Poza historią z Łukasza o odnalezieniu dwunastoletniego Jezusa w świątyni, nie mamy żadnych informacji z tamtego okresu.

Wyobraźcie sobie, jaka ciekawość musiała ogarniać niektórych ludzi. Z resztą, pewnie każdy z nas zastanawiał się, i to nie jeden raz, jak to byłoby spotkać małego Jezusa. Jak wiele razy w tamtym okresie, dzieci w Jego wieku, musiały słyszeć od swoich rodziców coś w stylu: „Dlaczego nie możesz być taki jak Jezus?!

A jednak nasze najwcześniejsze ewangelie Mateusza, Marka, Łukasza i Jana milczą na ten temat i w znaczący sposób wyróżniają się wobec późniejszych ubarwianych historii w ewangeliach Tomasza czy Piotra.  

Weźmy dla przykładu scenę zmartwychwstania ukazaną w Ewangelii Piotra (koniec II / początek III wieku):

Mówi nie tylko o wydarzeniach, które miały miejsce przed i po, jak to robią kanoniczne ewangelie, ale opisuje co konkretnie działo się w trakcie Zmartwychwstania.

Widzimy grób, który otwiera się a następnie z grobu wychodzi Jezus. Problem w tym, że nie przypomina On Jezusa, którego znamy. Jest to gigantyczny Jezus, którego głowa sięga chmur!!! Tuż za Nim podąża lewitujący krzyż, który nie widmowo, dlaczego zachowuje się w taki sposób oraz dlaczego znajdował się w grobie – nie żeby rzymianie wręczali w prezencie krzyże osobom, które uprzednio ukrzyżowano. Jeśli uważacie, że to dziwaczne, posłuchajcie dalej. Z nieba dochodzi głos z zapytaniem i w odpowiedzi słyszymy krzyż – tak, gadający krzyż, który lewituje i podąża za gigantycznym Jezusem, sięgającym chmur. To dopiero przyciągnęłoby uwagę, szczególnie, że autor podaje się za apostoła Piotra.

„Gdy więc owi żołnierze ujrzeli to, obudzili centuriona i starszych - oni bowiem tam byli pełniąc straż, i gdy opowiedzieli im to, co ujrzeli, zobaczyli znowu trzech mężów wychodzących z grobu: dwu podtrzymywało jednego, krzyż im towarzyszył, a głowy dwu sięgały aż do nieba, podczas gdy głowa tego, który był przez nich prowadzony, przewyższała niebiosa.

I usłyszeli głos z nieba mówiący: ‘Czy zwiastowałeś tym, którzy śpią?’ I dała się słyszeć odpowiedź z krzyża: ‘Tak’. Postanowili więc razem udać się i zawiadomić o tym Piłata.”[3]

Drugi przykład pochodzi z Ewangelii Dzieciństwa Tomasza:

Nie należy mylić jej z Ewangelią Tomasza, która sama w sobie jest bardzo ciekawa – jeśli można to tak ująć, szczególnie jeśli chodzi o ruch feministyczny, ale o tym, kiedy indziej[4] ^^

Ewangelia Dzieciństwa Tomasza oferuje odpowiedź na wszystkie pytania, które mieliśmy odnośnie dzieciństwa Jezusa. Ale ponownie – pojawia się problem. Jezus ten nie jest młodym, grzecznym chłopcem, którego wszyscy wokół kochali, ale kimś z kim nie chcielibyście mieć nic wspólnego.

Jest on raczej przerażający, nieprzewidywalny i wywołujący niepokój u czytelnika. Terroryzuje miasto, straszy swoich nauczycieli, zamienia dzieci w świnie, zabija młodego chłopaka, który przypadkowo wpada w niego, po czym wskrzesza go, lepi z gliny gołębie podczas Szabatu i kiedy zostaje oskarżony o złamanie prawa, zamienia je w prawdziwe ptaki, które odlatują, zabierając ze sobą dowody. Jest to ktoś z kim nie chcielibyście mieć nic wspólnego.

„Innym razem Jezus szedł ze swym ojcem i jakieś dziecko biegnąc uderzyło go w ramię. I natychmiast dziecko padło martwe. Zaś ci, którzy widzieli, co się wydarzyło, zawołali mówiąc: „Skąd jest to dziecko, bo wszystko, co mówi, natychmiast się wypełnia?” A rodzice zmarłego dziecka przyszli do Józefa i rzekli do niego: „Nie możesz mieszkać z nami w tej wiosce z takim dzieckiem, albo raczej naucz je błogosławić, a nie przeklinać.”[5]

Jest to kolejny przykład późniejszych ewangelii, które w znaczny sposób odróżniają się od kanonicznej czwórki występowaniem różnego rodzaju historii, które miały za zadanie przyciągnąć większe grono czytelników poprzez ubarwianie i modyfikowanie historii zawartych w ewangeliach Mateusza, Marka, Łukasza i Jana.

#4 Kanoniczne ewangelie zostały rozpoznane jako autorytatywne bardzo wcześnie.

Jedno z pytań, które należy zadać, to którym ewangeliom ufali pierwsi Ojcowie Kościoła. Które ewangelie czytali; które najczęściej kopiowali; które umieszczali na swoich listach i rozpoznawali jako pochodzące od apostołów i tym samym autorytatywne?

Pomimo „potopu” fikcyjnych teorii i domysłów na ten temat, które zalały Internet, sprawa jest dość oczywista. Kiedy spojrzymy na pierwszych chrześcijan i na to, które ewangelie były najpopularniejsze, najczęściej czytane i rozpowszechniane przez nich, okazuje się, że właściwe od najdawniejszych czasów, jak tylko mocno wstecz możemy spojrzeć, jednogłośnie były to ewangelie Mateusza, Marka, Łukasza i Jana.

Pytając się Ireneusza (II wiek), ile jest ewangelii, usłyszelibyśmy, że cztery i tylko cztery. Tak pewne były one w ocenie Ireneusza, że przyrównywał je do czterech stron świata, czterech Zwierząt wokół tronu Bożego, czterech przymierzy opisanych w Biblii.

„Jest jasne, że nie ma więcej ani mniej, tylko te cztery Ewangelie. Ponieważ istnieją cztery strony świata, w którym żyjemy, i cztery główne wiatry, a Kościół jest rozsiany po całym świecie. A dalej, filarem i utwierdzeniem Kościoła jest Ewangelia i Duch życia, wobec tego Kościół ma cztery filary, które ze wszystkich stron tchną nieskazitelnością i ludzi darzą życiem. Z tego wynika, że Słowo, Stwórca wszystkiego, objawiający się ludziom, dał nam ewangelię, czteroraką w formie, ale trzymaną razem przez jednego Ducha. […] Albowiem Cherubini mają cztery twarze, a twarze ich są obrazami działania Syna Bożego. Pierwsze stworzenie, jest napisane, było jak lew, co oznacza jego bujny, książęcy i królewski charakter; drugie było jak cielec, ukazując jego ofiarny i kapłański porządek; trzecie miało twarz mężczyzny, co bardzo wyraźnie wskazywało na jego przybycie w ludzkiej postaci; a czwarte było jak latający orzeł, ujawniające zesłanie Ducha, który wypełnia Kościół. Ewangelie, w których Chrystus jest osadzany na tronie, są właśnie takie."[6]

Najwcześniejsza lista prezentująca księgi należące do kanonu – Kanon Muratoriego, koło 180 n.e. – ponownie wskazuje na cztery i tylko cztery ewangelie.

Klemens Aleksandryjski (II wiek) – znał wiele różnych ewangelii i nawet cytował je, ale jeśli zapytalibyście go, które należą do kanonu, to wskazałby bez zawahania na Mateusza, Marka, Łukasza i Jana.

Co do apokryfów, czy były one tak szalenie popularne jak nam się często wmawia? Czego możemy dowiedzieć się z zachowanych manuskryptów i czy apokryfy te miały jakikolwiek wpływ na wczesne chrześcijaństwo?

Faktem jest, że nie posiadamy ŻADNEGO zachowanego manuskryptu, który by zawierał jednocześnie kanoniczne i apokryficzne ewangelie. Jest to zdumiewająca rzecz, jeśli ktoś chce utrzymywać, że istniało zamieszanie wokół tych ksiąg i nikt nie widział, które ewangelie są autentyczne a które nie. Posiadamy tysiące manuskryptów zawierających ewangelie i bardzo często jest tak, że występują one w kolekcjach (jak P75,175-200 n.e. - który zawiera wszystkie cztery ewangelie lub P66, 180-220 n.e. – który oprócz ewangelii zawiera dodatkowo Dzieje Apostolskie).

Sęk w tym, że nie ma żadnego manuskryptu, który by zawierał, przykładowo: Mateusza, Marka, Łukasza i Tomasza lub Mateusza, Marka, Jana i Piotra. Kanoniczne i apokryficzne ewangelie nigdy się nie mieszają.

Kolejnym faktem jest, że nie posiadamy ŻADNEJ listy kanonicznych ksiąg, która zawierałaby jednocześnie kanoniczne i apokryficzne ewangelie. Chrześcijanie już od bardzo wczesnych lat, zaczęli sporządzać listy ewangelii i innych ksiąg, które zostały im przekazane, zaczynając już od II wieku i żadna lista nie łączy apokryficznych i kanonicznych ewangelii.

Czego możemy dowiedzieć się z ilości zachowanych kopii?

W starożytnym świecie sporządzenie kopi jakiejś księgi było niezwykle pracochłonną czynnością, której skryba musiał poświęcić wiele dziesiątek godzin. Dodatkowo w pierwszych wiekach chrześcijaństwo było religio illicita, zabronioną, niedozwoloną religią, której wyznawcy byli prześladowali i ich święte pisma palone. To cud sam w sobie, że do naszych czasów przetrwało tyle manuskryptów z tamtego okresu. Na podstawie ilości zachowanych fragmentów manuskryptów z tamtych czasów jesteśmy w stanie określić, jaką popularnością cieszyły się poszczególne księgi. Ustalić, które były najczęściej kopiowane, czytane i rozpowszechniane przez chrześcijan.

Jeśli chodzi o kanoniczne ewangelie, to posiadamy tysiące zrobionych ręcznie manuskryptów.

Co na przykład z taką Ewangelią Tomasza? Zachowały się dosłownie 3 fragmenty (mówimy tylko o tekście greckim), które są w nienajlepszym stanie, pochodzą z III wieku i trudno z nich wyciągnąć jakikolwiek tekst – przy rekonstrukcji trzeba bazować na tłumaczeniach (np.: koptyjskim).

Niektóre apokryficzne ewangelie nie pozostawiły po sobie żadnych manuskryptów i jedynym powodem, dla którego wiemy, że takowe dzieła istniały są wzmianki w pismach wczesnochrześcijańskich autorów.

Inne ewangelie nie zostały wspomniane przez żadnego autora, ponieważ o ich istnieniu praktycznie nikt nie wiedział a posiadamy takowe tylko dlatego, że zostały odnalezione gdzieś na pustyni w ubiegłym wieku. Przykładem jest Ewangelia Marii.

Podsumowując:

Wszystkie historyczne dane wskazują na ewangelie Mateusza, Marka, Łukasza i Jana, jako na te które wyróżniają się spośród niekanonicznych ewangelii swoją datą, apostolskim autorstwem i popularnością w pierwszych wiekach. Ewangelie te od samego początku zajmowały u Chrześcijan specjalne miejsce.

Także, jeśli naprawdę chcesz wiedzieć kim jest Jezus Chrystus, dlaczego przyszedł na świat, co dla nas zrobił i jakie są Jego słowa, jest tylko jedno miejsce, do którego możesz się udać i nie są to apokryfy ^^

 

[1] Homilies in Luke 1.2

[2] Z ang. „legendary embellishments”

[3] Ewangelia Piotra, od wersetu 38

[4] Zainteresowanych odsyłam do ostatnich wersów owej ewangelii.

[5] Ewangelia Dzieciństwa Tomasza 4, Apokryfy Nowego Testamentu, cz. I– Marek Starowieyski

[6] Przeciw Herezjom III.11.8 – Ireneusz